Jest duszno w pokoju. Klimat w sam raz dla wiercipięty. Trudno w tych warunkach w ogóle wyprosić o sen, mimo iż powieki lamentują i grożą opuchlizną. Nie wiem czy jest 7:15 nad ranem czy 1:18 w nocy, bo żyję w dwóch róznych strefach czasowych. Jak widać jeszcze się nie zadomowiłam.
Jest 5 stycznia. Dla niektórych dopiero początek miesiąca, nowe możliwości itd; a dla innych niekończąca się opowieść....wiecznie zbliżający się koniec! Wstaję rano i modlę się by dni płyneły szybciej...by móc doświadczyć coś miłego na tej mojej „pustyni”.
To naprawdę nie mój klimat....
Prawie jak nie mój świat...zwłaszcza w chwilach, gdy moimi przyjaciółmi niespodziewanie stają się jaszczurki wędrujące ze mną w windzie z V-ego piętra na dół i odwrotnie.
Ja w jednym kącie Ona w drugim kącie przylepione do ściany jak eklerki do kanapy gapimy się na siebie próbując prawie błagalnym głosem powiedzieć „ STÓJ TAM GDZIE STOISZ! I BYNAJMNIEJ NIE ZECHCIEJ SIE RUSZAĆ!
Zabawny ten widok, wierzcie mi.
Ja chyba ze 100 razy większa niż moja „przyjaciółka”i 200 razy wolniejsza z moim wychodowanym Panem Pączkiem na brzuchu przypominam nic innego jak Bridget Jones z polskiej serii „dmuchawce- latawce- wiatr” gdzie ani jedno określenie nie pasuje do mnie! Ale staram się wierzcie! Zapieram dech w piersiach i maszeruję codziennie (prawie) do mego baseniku by zażyć (też prawie) morskiej kąpieli raz kraulem raz żabką. I trenuję te swoje strzępkowate mięśnie, których wciąż nie widać, jakby wiecznie bawiły sie ze mna w chowanego, robiąc mnie w bambuko za każdym razem jak je napinam na pokaz. Frustrująca czynność zwłaszcza dla kobiety! Ale by nie zawieść mego jajnikowego pokolenia jednoczę sie w tym trudzie i znoszę te okropne męki tantala z uniesioną brodą- przy okazji ćwiczę też przeklęty podwójny podbródek- stając się w ten sposób panią „developer” mimo wszelkich trudności! Ach jakąże mam z tego tytułu satysfakcję...
W nagrodę ...
sięgnę sobie po m&m'sa do szufladki:)
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
8 comments:
tyle Ci powiem, że się śmieje się jak nie wiem jak czytam co piszesz, mimo swej cięzkości myślenia o sobie masz w sobie lekkość:)i brawo dla ludzi co potrafią się śmiać z siebie!!!do tego potrzeba odwagi, a pan pączek wcale nie jest taki wielki....a co do pływania to może na jakąś olimpiadę skoczymy jak wrócimy jak tak dalej pójdzie....i na koniec nasze hasło:styczeń już się kończy:)
hahahahahah tak jest mamut!! juz po styczniu, a właściwie to przecież już LUTY mamy hahahhaa przeciez i tak od grudnia już ciagle u nas lato więc nawet sie nie oglądniemy jak nam czerwiec da pstryczka w nos hahah,
cieszę sie ze jestes!!!
luty luty ubierz ciepłe buty a w naszym przypadku ciepłe kąpielówki:)
oj smoczyco...cos ty taka dla samej siebie krytyczyna..
a swoja droga powaznie masz jaszczurki? blee..
wiersz jakkolwiek by go nie nazwal lekki, przyjemny z poczuciem humorku..fajowy!
No i przywiało i mnie na Twój blog:)
Cóż rzec...tak się składa, że doświadczyłem w tamtym roku takiej "opieki nad kimś", także myślę że (prawie)wiem jak JEST...do tego jeszcze taka odległość i taki czas.
Naprawde jestem pełen PODZIWU dla Ciebie, zarazem łącze się z Tobą w "bólach" w Twoich rozterkach, wspierając(duchowo)z całego serca:]
NIEPRZECIĘTNI ludzie tak już mają;)
Pozdrawiam->See you:)
PS:A zdjęcie z "mamucim punktem widzenia" jest poprostu genialne;)hehehehehe...brak słów;)
dzięki Kipek za słowa otuchy i za komentarzyk:)
witam cię miło w progach mego blogu:)
a co do "zdjęcia" hehe miało byc anonimowo a zrobiło się....zabawowo! hahaha
emanco jak ja lubie twe komentarzyki hihi
Post a Comment