Tuesday, January 30, 2007

Mówią...,
że aby być dobrym człowiekiem trzeba wiele dać, a ja mówię...
trzeba też przyjąć!
Mówią, że aby się cieszyć, wystarczy się śmiać, a ja mówię:
podziel się tym, a poznasz czym jest prawdziwa radość!
Mówią,że aby przetrwać, trzeba być silnym, a ja mówię:
pozwól sobie upaść, by móc wstać!
Mowią, że aby być zdrowym trzeba normalnie żyć, a ja mówię:
od czasu do czasu kup w piekarni gazetę!
Mówią, że aby docenić trzeba stracić, a ja mówię:
Stop! Zanim tak się stanie...zatrzymaj się i zobacz!
Mówią... idź i czerp jak najwięcej,
a ja mówię:


Poprostu kochaj życie!!

Monday, January 29, 2007


Ten świat wokół nas jest taki złożony!

Nieraz przyziemny sie wydaje, potem ogromny, a niekiedy jak "wioska", która choć maleńka to niejednemu przynosi ukojenie.
A człowiek ...najczęściej pelęta się po tym świecie, bardziej lub mniej świadomie! I od czasu do czasu dostrzega, jaką ma w sobie piekną zdolność-widzenia wszystkiego w kolorach,

dążenia do ładu, spokoju

i dlatego szuka...szuka rozwiązań, wyjść, drogowskazów,

a kiedy zaczyna brakować sił...szuka oparcia w kimś, na kim może spocząć, odetchnąć,

zdając sobie jednocześnie sprawę, że przecież...
„jesteśmy sobie nawzajem potrzebni”.

Sunday, January 28, 2007

...some people pursue happiness,
...the others create it!
can we find a place between this?
I doubt it!

Thursday, January 25, 2007

...to trust myself...

I believe I can touch my Soul
discover the land existing deep in me,
in my thoughts
and see the light inspite of darkness...
even if it hurts,
because I'm not afraid anymore
I feel true life at the bottom of my heart,
real me underneath my skin
and I know...
I was meant to love

Tuesday, January 23, 2007

...a dzis mi się ZENIT marzy i cała moja pasja...


...kiedy przemarzniętych rąk nie czułam, skupiona w sobie na moim kochanym zenitowskim obiektywie:)

widziałam dzięki niemu inne zycie i tym się cieszyłam!!

Monday, January 22, 2007

bezcenne wspomnienia...

...dzisiejsze wspomnienia skierowały mnie w strone Bogumiłowic...
Czy wiecie, ze w tej małej mieścinie liczącej zaledwie ???nie mam pojecia ile mieszkańćów, poznałam...wliczając wujków, dziadków, kuzynów, mężów , żony , siostry i braci, a także liczne grono znajomych, około 20-30 osób!! Aż sama nie mogłam w to uwierzyć! Toż to prawie jak włoska mafija!!
Więc jak widzicie lepiej ze mną nie zadzierać, a przynajmnije nie w Bogumiłowicach :)haha
To niesamowite ile w życiu doświadczamy!! I ile wspomnień mieszczą nasze kieszenie!
Naprawde sama nie moge sie temu nadziwić.
Cały wieczór mysłałam o czterech fantastycznych osobach, które poznałam prawie w tym samym czasie: Gosię, Asię, Maruśkę i Migi.
Tak, moi drodzy, te Bogumiłowiczanki są niezwykłe.
Kada z tych kobietek ma w sobie cos innego, specjalnego!

Migi... ta chudzinka zaskoczyła mnie nie raz w życiu. Ambitna, wrażliwa, na zewnątrz spokojna, a wewnątrz wręcz dzika, inteligentna i przede wszystkim prawdziwa! Lubę w niej tę „kobiecość”,którą w sobie odkryła.
Jak sobie o niej myślę to przypomina mi sie wspólna droga „z” i „na” uczelnię, i oczywiście śniadania na Baranówce. Pamiętam mały talerzyk, ten który właśnie wpadł jej w ręke, a na nim stos małych kanapeczek, drobnych w swym wyglądzie, podobnie jak i ona :) Migi czasem twierdziła, że prowadzę wobec niej ”dokarmianie”, jak tylko dzieliłam z nią domowy obiad. Ale cóż miałam zrobić... zazwyczaj mogłam wykarmić armię tym, co z domu przywiozłam. A z nią...zawsze inteligentnie się jadło:). Poruszałyśmy ciekawe, i często filozoficzne tematy, stawiając przy tym nieskończoną liczbę twierdzeń i hipotez. Wydaję mi się, że dzięki niej odkryłam, że mam w głowie skarbnice!
Jest jeszcze jedna rzecz o Migi...wytrwale dążyła do tego, by być tam gdzie jest teraz!
Wiedz, że cenię sobie twą przyjaźń!

Maruśka...z tej to dopiero jest gagatek. Już na wstępie się śmieję, jak tylko słyszę w głowie jej tekst pt:” pozdrawiam wszystkich magistrantów”!!hahahah
Ta kobieta to prawdziwa zagadka...czasem kapryśna czasem grymaśna, zabawna i barwna i w 100% „jajcara”, nawet wtedy ,gdy mowi, że ma depresję. O włos, życia na wstępie przy niej nie straciłam, jak zachciało sie jej być przez chwilę złodziejem. Do końca swych dni nie zapomnę tego orła jakiego wtedy wywinęłam!!!! Mogłam dzięki niej na sekundę być Alladynem!
Z Maruśką nigdy nie było wiadomo, gdzie i przy czym wylądujemy...pokój, czy kuchnia, balkon czy...niebieska kibelownia [czyt. ubikacja]. I tak wszędzie śmiechu pełno było. Najfajniej się z nią do Biedronki szło, kupować lody i ciasteczka. W jej towarzystwie mogłam sobie być łakomczuchemJ:):):)Przy Maruśce życie poprostu słodyczą mijało!!
Kiedyś też dałam się jej ufarbować... na marchewkowo!! I jak sie okazało na dobre mi to wyszło! Haha, nieźle się z tego teraz usmiałam!!!
Zapomniałam wam dodać, że Maruska ma „holywoodzki” talent. Ta cholera z pewnością wie jak się umalować.
Najzabawniej wspominam czerwcowy wieczór, przy butelce szkockiej whisky i Aniołkowej „fajce pokoju”. To było tuż po mojej obronie magisterskiej. Boniu jak ja się wtedy ubawiłam!!!Każdemu takich wspomnień życzę!!
Ta moja Maruśka! Och, gdyby tylko wiedziała ile niejedna kobita by za jej usta dała! ):)
Teskno mi tu za Tobą!!

I za Gosiaczkiem uroczym!!
Gosiaczek to najlepszy współlokator jakiego można sobie wyobrazić. Mimo mego wiecznego „nieładu” ciagle miała energię, by doprowadzić wszystko do „porządku” i jeszcze przy tym znosić moje „własnościowe fanaberie”. To dopiero haryzma! Ta kobieta wprowadzała pokój wszędzie, gdzie sie pojawiła, i nie mówię tu o jakichś szarlatańskich rytuałach, Gosia poprostu nie traciła czasu na zbędnę pieprzoty! Uwielbiałam dzielić z nią poranki w naszym słonecznym pokoju. Zawsze wstawała pierwsza i wyglądała jak kaczorek. Dzielnie walczyła też o telewizor, zwłaszcza kiedy chodziło o wieczorną „Cachorre”:).
To też najsumienniejsza dziewczyna z czterech lokatorek (tak powiedziałabym też o naszej uroczej Sroczce), zawsze tak się zakręciła, że miała najświeższe notatki. hehe
Gosiaczka właściwie poznałam pewnego panieńskiego wieczoru. Wcieliła sie wtedy w Shakirę, pomimo, iż na chłopaka ściętą miała fryzurę!! Szalone dziewcze!!! Daję słowo!! Z nią przy wiśniówce najlepiej się ubawiłam, i zawsze do łez uśmiałam w te nasze babskie wieczory:)!!
Teraz Gosiaczek zaręczony po świecie chodzi z najzabawniejszym Jędrkiem na tej planecie.

Ich miłość o poranku była niczym balsam dla uszu:
Pamiętam jak Gosia pieszczotliwym głosem wyraziła swą miłość w słowach:
-„Jędrek rusz ten tyłek i pościel łózko”,
Na co Jędrek potwierdzając swe gorące uczucie do Gosi odparł:
-„oczywiście Gosiu! Zaraz po tym jak tylko przyniesiesz mi do lóżka śniadanie!” hahahaha

Uwielbiam tą parę. Już się nie mogę doczekać ich ślubu!!!:)

Została jeszcze jedna wyjątkowa osoba:
Asieńka. Ostatnimi czasy „matka” we własnej osobie. Bardzo nie lubi jak na nią tak mówię, ale jak tu się oprzeć, żeby nie powiedzieć:
„Matka jak cię kłopnę w dupę”!
A tak serio...Ta kobieta wzbudza we mnie najszczerszy podziw. Ilekroć o niej myślę, wiem, że daleko zaszła i jeszcze dalej najprawdopodobniej dojdzie! Uwielbiam obserwować jak wychowuje swojego synka:):) Ta kobieta od byle czego się nie ugina. Nie pamietam, żebym znała w swoim życiu drugą taką ambitną rówieśniczkę, co stawia sobie „taką wysoką” poprzeczkę. I która tak wytrwale realizuje cele.
Kiedy ja pochłaniałam swoją „studencką rolę” Asieńka była: żoną, matką, synową, terapeutką i studentką w jednej osobie!!!! Nic więcej chyba nie muszę dodać!!
Razem z Tomkiem i Nikodemkiem znaleźli swój własny domek a teraz dzielą go z „bogumiłowicką mafiją” i nie tylko, bo dołączyli jeszcze rzeszowską, tarnowską i dębicką!! haha, co za rodzina!!!!!!
Zazwyczaj jednoczą nas wszystkich w swych progach i ZAWSZE mają przepyszne jedzenie:):):_ ...nigdy nie wiesz czym cie ta Matka zaskoczy!!!
Och! i jeszcze cos muszę dodać haha...nie zapomnę tego wieczoru jak razem z Asieńką w mieszkaniu na Solarza uczyłam się o krokodylach do „Tlałkowego” bzdurnego egzaminu, hahahaahaha
Do dziś się z tego śmieje!

Ufff ....już mineła 3 nad ranem godzina. Znów prawie świta!!!
Ale jak mozna było oprzeć się tym wspomnieniomJ znów przez chwilę tam z wami byłam!!!
Pozdrawiam was wszystkie moje Drogie Bogumiłowiczanki!!!!!

Saturday, January 20, 2007

ach Kochana! nie mogłam się oprzeć..:)

-...dla Ciebie to co zwykle...- czarująca MOCCA!!
moja Kochana coś mi się zdaje, że nasze linie diabli wzięli odkąd zawarłyśmy pakt ze Starbucks-em, ale jakże tu sie nie oprzeć tej drobnej rozkoszy, co w ustach sie rozplywa niczym paryskie czekoladki.
-a dla mnie...hm...cóż tu wybrać? znów kłopot wielki, znow te przepyszne rozterki...
...barokowe Frappucino? czy moze LATE z lekką nutką dekadencji, w sam raz na chłodniejszy poniedziałek?
-eh...
-Americane Grande prosze! przecież dziś sobota...ach ta nieubłagana zmienność moja i roztrzepanie...już zapomnialam że tu byłysmy, każda wizyta tak oczekiwana i upragniona, prawie jak śnieg zimą w Polsce.
-Och moja Droga tyle sie wydarzyło...ale zacznij prosze ja tym czasem zdejmę ten kapelusz, ktorego nie mam bo przecież ich nie noszę, ale wciąż mi sie wydaje że go już kupiłam. Wiesz...ten wymarzony...burgundowy!
-Widzę, że założyłaś swe tiule...
-Kochana żaden wyrwider ci się teraz nie oprze...
-Ależ Ty sie zmieniłaś, czegoż te 3 dni nie dokonały. Wyglądasz kwitnąco, choć czujesz sie do d...taka już nasza przewrotna natura!
-może chcesz spróbować? Moja Grande jest boska!
-umm....a ta Twoja Mocca! Dzis naprawde jest przepyszna!!
Gadu gadu...a tu kubek już prawie pusty. Wieczór się zbliża. Popatrz Kochana znów ciemno za oknem jak porzednim razem. A ja ledwo machnęłam tą chudzinką łyżką, by zatopić się w mej kawie.
Ponownie dzień nas zdradził z siłą czasu! Niewierny, ale cóż...gniewać się nie można, nie biedaka wina, prowadzi tylko swą dolę.
Ach Kochana co to była za cudowna rozmowa

...bufoniaste fotele, drewniany stolik i świat za oknem...A my jak drobinki pośród jego przestworzy!!! Już marzę o nastepnym spotkaniu, o następnej czarującej kawie w Twoim towarzystwie!

-Moja Droga chyba zapomniałam parasola...wzięłam go na wypadek gdyby padać miało. Wróćmy proszę...
-...i widzisz...znów kupiłysmy kawę!!!
Nie mogłam się oprzeć!!!
-więc o czym to mówilas?


z dedykacją dla Mamuta...

za to, ze kiedys pieknego wrzesniowego dnia pojechałysmy razem Chicago zwiedzac, a spedzilysmy cale popoludnie w Starbucksie!!!
cóz...powiem tylko tyle, ze Sturbucks z Mamutem zwiedza się wysmienicie:)

Friday, January 19, 2007

She-in-me
Jak...
Wyczekiwanie...
Jak...
Pragnienie...
Jak...
myśl błądząca po głowie w poszukiwaniu odpowiedzi na swe rozterki
Jak...
dramat i romans
Jak...
subtelność i kochanie zamieszkałe w jednym ciele na znak pojednania
Jak...
zmienność wirująca w nastroju by nadać kobiecości sens
Jak...
piękno którego nie widać by móc czuć
Jak...
ofiarowany dotyk składający się na całość...
Jak...
SHE
Dzis tak jakos klimatycznie...

Thursday, January 18, 2007


..dzis wszystko sie rozplyneło...
wszystkie smutki!! została tylko nieopisana radosc na twarzy i wolnosc w podskokach!!




...to był naprawde niezwykły dzień!!!!































Monday, January 15, 2007

..co JA robię?


...interesuję się: policją, aktorstwem, dziennikarstwem, kabaretm, motocyklami, antykami, fotografią, historią, psychologia, a studiuje...
rolnictwo!
Myster K.

...za takim Rolnikiem panny ze świecznikiem:)

hahhaahahah dzięki Rolnik, za taki ubaw w tym dniu, jakiego z pewnoscia niedoswiadczylam!!!!:):):)

Sunday, January 14, 2007

rozmowa dwóch przyjaciół...


-... czesc Suchar!
-..czesc M&M-s!
-..co słychac M&M-sie?
-..aa , nie za kolorowo! zostały same zielone!!:(
-...a u ciebie?

-...u mnie też jakos szaro... usycham!

hahahhahha, dobranoc suchar!

Saturday, January 13, 2007

15 minut

Czasem niewielki wycinek czasu zostawia ślad na całej życiowej powierzchni ziemi, zmieniając nasze ludzkie myślenie
w mgnieniu oka!
Pytanie tylko czy na lepsze, czy na gorsze?
W moim przypadku niestety na....gorsze!!

Moje 15 minut nadchodzilo cały poranek, bombardując moją skrzynkę mailową anglojęzycznymi wiadomościami w liczbie okolo 30, z którymi ledwo nadążałam sie uporać. A wszystko po to, by mnie poinformować, że dokonalam złych operacji, czyli w skrócie” Jaka to ze mnie Blondynka nie jest!-przez duże "B" oczywiscie!!
Tak więc:
1. zamówiłam nie to co trzeba
2. zapłacilam za to co nie trzeba
3. podalam zły adres dostarczeniowy
4. gość pomylił zip-code, więc kolejne zamówienie skopane i nie dojdzie
5. bank zablokował moje konto- kasa zniknęła! znów ją wcieło, jak zwykle zresztą. „Tą” to zawsze jakoś ŁATWO wcina!
Jak pech to pech więc jeszcze nie koniec-
6. servis w banku wysiadł, więc chyba tylko Kapitan Nemo udzieliłby mi jakichkolwiek informacji
7. pokłóciłam się z Kaśką
8. naskoczyła na mnie babka- nie poraz pierwszy zresztą!!
9. i trojany zaatakowały mój komputer w liczbie chyba 290!
Tak na dobrą sprawę to nie wiem jak ta maszyna jeszcze chodzi!! Najwyraźniej Dobre z niej cacko mimo, iż cały ekran się rozwalił! Ale jeszcze dycha!

Blians:

Jeszcze parę godzin temu chciało mi się ryczeć.
Teraz...chyba mam to wszystko poprostu daleko w d...
i słucham:
POLECAM!

Thursday, January 11, 2007

co kraj to obyczaj...

MY- Polacy strasznie sie tłamsimy, krytykujemy i obwiniamy! Myslę tak , zwłaszcza jak obserwuje Amerykanski Naród, który na wiele rzeczy mówi, "że to twój problem" i ułatwia sobie życie jak tylko może, kreując nowe sprzęty lub ...kupujac kostki lodu chociazby. 2/3 tej populacji w opini europejki ma kłopot z modą, wyczuciem stylu, tłumacząc to stawianiem bardziej na komfort niz wygląd, przy czym dla mnie jedno nie wyklucza drugiego. Telewizja wydaje się byc jedną wielką encyklopedią mówiącą jak jesc, co jesc, jak kupowac, co kupowac i czasem ma się wrazenie jakby ludzie ,poza całą masą doradców, nie mieli pojęcia jak to robic. Aktorzy i inni sławni, płacą stylistom miliony, żeby wygladać, że gust mają . A ci co przepłacic nie mogą ...no cóż, i tu własnie zaczyna sie moja puenta!! Ci mają dziesiątki mozliwosci...czyli "dziesiątki programów w których moga wziąc udział i zmienic sobie np: całe ciało! Dla mnie mało-miasteczkowej dziewczyny wydaje się to absurdalne, a nawet "skrajne" ale faktem jest, ze jednak mają tą mozliwosc! W tym kraju napewno dba sie o wygodę!! Co wiecej, jest mnóstwo osób, które wcale sie nie przejmuje tym "co inni powiedzą". Ba! Oni myslą, że wygladaja dobrze i najlepsze jest to, ze w to naprawde wierzą , a jesli nawet nie, to wcale im to nie przeszkadza, by być szczesliwym. Niesamowite!! DREAMERS!
A my czasem wyubierani jak modele zachowujemy sie jakbysmy usiedli na kaktusie, wiecznie ze skwaszoną miną! Zamiast czuć sie jak MILION DOLAR BABE, bo mamy ku temu powody.

Pewna mądra Osoba, którą znam, napisała:)

Życie jest piękne, gdy się żyć umie!






Tuesday, January 9, 2007





Ten śmieszny dzień na pewno się „dziś” nie kończy. A przynajmniej jeszcze nie teraz! Jajecznica przeszła juz do historii, pulpy też, moja babka to i tak już legenda, a z Mamutem oszalałysmy na blogach i siedzimy tu do rana tworząc niesamowite historie haha.
Dzięki temu wszystkiemu moja rzeczywistość przestała być taka szara i nawet jeśli wygladam jak kocioł zmiksowanych warzyw albo mielonka z zasmarkanym nosem to i tak parskam ze śmiechu hahaha.
Dzięki Mamut za groszki i arbuzy w mojej wyobraźni! Może to właśnie przez nie kupilam dziś.... syropek dla dzieci do lat 6 !!! Wybrałam go sposród 100 innych możliwości myśląc, że kupuje cos na grype!!!
Z taką wyobraźnią na pewno się wylecze hehehehe!!! A przynajmniej nie umre!
Jak tak dalej pójdzie Mamut to zamiast bryki kupimy TAXI albo bedziemy brykac na
nogach hahah

...z Mamutem...:)

Wczoraj mineły 4 miesiące odkąd jestem w Stanach i co więcej... zamknełam ten przełom z bólem brzucha od śmiania!!! Najpierw z szaleńczą ekscytacja popłynełam w blogowych postach z moim Mamutem a potem o godzinie 1 nad ranem prowadziłam niekontrolowane już rozmowy telefoniczne oczywiście też z Mamutem, w których uśmiałam się pod kołdrą do łez. A wszystko za sprawą, miedzy innymi, podarowanego mi przez Mamuta, ręcznie namalowanego słoneczka, które ja osobiscie wzięłam za jajecznicę hahaha! A potem, żeby tego było mało, przypomniałam sobie o „ PULPACH” hahah- co oznacza nic więcej jak cząsteczki w soku pomarańczowym- które zostały przez mojego Mamuta ochrzczone i włączone do słownika języka polskiego jako już niejeden dziwaczny i przezabawny makaronizm typu: „ Ja pijam ten z pulpami”! hahahha.
Ale to nie koniec hisorii „pulp”, bo jak sie okazuje ten wyraz można rozumieć na tysiąc sposobów, zwłaszcza po północy, i tak o to mój uroczy Mamut zamiast zrozumieć „z pulpami” zrozumiał cytuję: „ z czym? Z palcami?” hahaha, więc już wiecie, jak łatwo można doświadczyć histerycznego napadu śmiechu! Zwłaszcza jak się żyje z Mamutem w miejscu gdzie „Palma” łatwo uderza do głowy!!!
Floryda ach Floryda!!! hahaah

to było 8.01.2007

Sunday, January 7, 2007

apsik..!!!

Pochorowałam sie znów!! Na dziką kiszkę!
Jak nie pączek, nie jaszczurka, to...dupowata odporność immunologiczna. Rozkładam się jak piernik na cząsteczki. Ach zawsze te słodycze!!! Więc może nie tak źle ze mną. Ale...
kicham, smarkam, ssam cukierki...które notabene działają jak placebo nic więcej, i zastanawiam się kiedy mnie wirus rozłoży!
Apsik!!!
Na dziką kiszkę!
Dobranoc

Wasza dupowata odporności!!

dedykacja...

We all make mistakes but if we are not told about this how could we know ?
Simple... we can't!!!
We need ourself mutually!

So thank You mister K:)
People here would say: "I appreciate this!", like I do now!
:):):)

Friday, January 5, 2007

in her language

Jest duszno w pokoju. Klimat w sam raz dla wiercipięty. Trudno w tych warunkach w ogóle wyprosić o sen, mimo iż powieki lamentują i grożą opuchlizną. Nie wiem czy jest 7:15 nad ranem czy 1:18 w nocy, bo żyję w dwóch róznych strefach czasowych. Jak widać jeszcze się nie zadomowiłam.
Jest 5 stycznia. Dla niektórych dopiero początek miesiąca, nowe możliwości itd; a dla innych niekończąca się opowieść....wiecznie zbliżający się koniec! Wstaję rano i modlę się by dni płyneły szybciej...by móc doświadczyć coś miłego na tej mojej „pustyni”.
To naprawdę nie mój klimat....
Prawie jak nie mój świat...zwłaszcza w chwilach, gdy moimi przyjaciółmi niespodziewanie stają się jaszczurki wędrujące ze mną w windzie z V-ego piętra na dół i odwrotnie.
Ja w jednym kącie Ona w drugim kącie przylepione do ściany jak eklerki do kanapy gapimy się na siebie próbując prawie błagalnym głosem powiedzieć „ STÓJ TAM GDZIE STOISZ! I BYNAJMNIEJ NIE ZECHCIEJ SIE RUSZAĆ!
Zabawny ten widok, wierzcie mi.
Ja chyba ze 100 razy większa niż moja „przyjaciółka”i 200 razy wolniejsza z moim wychodowanym Panem Pączkiem na brzuchu przypominam nic innego jak Bridget Jones z polskiej serii „dmuchawce- latawce- wiatr” gdzie ani jedno określenie nie pasuje do mnie! Ale staram się wierzcie! Zapieram dech w piersiach i maszeruję codziennie (prawie) do mego baseniku by zażyć (też prawie) morskiej kąpieli raz kraulem raz żabką. I trenuję te swoje strzępkowate mięśnie, których wciąż nie widać, jakby wiecznie bawiły sie ze mna w chowanego, robiąc mnie w bambuko za każdym razem jak je napinam na pokaz. Frustrująca czynność zwłaszcza dla kobiety! Ale by nie zawieść mego jajnikowego pokolenia jednoczę sie w tym trudzie i znoszę te okropne męki tantala z uniesioną brodą- przy okazji ćwiczę też przeklęty podwójny podbródek- stając się w ten sposób panią „developer” mimo wszelkich trudności! Ach jakąże mam z tego tytułu satysfakcję...
W nagrodę ...
sięgnę sobie po m&m'sa do szufladki:)

What if the hush spoke...
Silence would become a voice of reality!

Another day came with whispers of old foot steps. You could think that 92 years old body will give heavy sound with every step but…it’s almost inaudible! Exactly as murmur of cotton slippers that Eva wears.
And even though every early morning I open my eyes!
Things which in my “normal” life would never wake me up now became the least trinket or even the best alarm placing me on attention right away.
What can I say??
Lets say...I'll try to make each day "the best"!

english-blonde-expression

Today I’ve decided to write in English.
I think some how I’ve lost ability to write in my original language, maybe it’s easier to express some thoughts but it really shouldn't be!
Why?
People who knows me know also "why",
So maybe I’m ridicules or silly like silly boy from “Barbara’s house” called Élan... but I feel like I need this.....just for today...
that's my beginning...
that's who I am right now...
english- blonde- expression

she-in-me