Temat przyjaźni między kobietami a meżczyznami okazał się strzałem w dziesiątke, i juz a początku było wiadomo, że nie ma tu jednoznacznego określenia, zdefiniowania.
Wszystkie wypowiedzi opierają się na własnym „waszym i moim” doświadczeniu i to właśnie od niego zależy jakie stanowisko przyjmujemy.

Będąc „atrakcyjną” kobietą zdecydowanie szybciej i łatwiej nawiązać nam kontakt z mężczyzną i odwrotnie w przypadku mężczyzn, choć tu odważę się powiedzieć, że atrakcyjność odgrywa większą rolę, z samego faktu, iż mężczyźni są „wzrokowcami. Jednak według mnie trudniej utrzymać tą relację na stabilnym poziomie, trudniej w niej o nie pilnowanie „granic”, tych które są tu z góry nałożone, czy tego chcemy czy nie. Na nie nie mamy wpływu!! Wynikają przecież z naszej natury, albo „płci” dokładniej. Dlatego utrzymanie takiej relacji wymaga od obu stron dużego dystansu! A skąd go czerpać?? No własnie nikt o tym w komentarzach nie wspomniał ale...czerpią go Ci, którzy mając przyjaciela przeciwnej płci, są jednoczesnie w związkach, i mówię tutaj też o związku z Bogiem, czyli siostry zakonne, księża..itd !!!
Człowiek nie jest stworzony do tego, by żyć samotnie i czy tego chce czy nie chce, będzie dążył do tego, żeby się sparować. Kiedy jesteś samotną kobietą albo samotnym mężczyzną i napotykasz na drodze potencjalnego „przyjaciela”, o którym mowa, automatycznie obudzi się w tobie potrzeba-... oczekiwań, dzielenia, bliskości, intymności i wszystko wporzadku, taka jest przecież „przyjaźń”! Problem pojawia się kiedy dochodzi do tego inna potrzeba „wyłączności”, a ta już wykracza poza definicje przyjaźni!
Konkuzja końcowa jest taka, że to od nas zależy co uznamy za przyjaźń, a co za kochanie! Mamy przecież..sumienie i kobiecą intuicję, która zawsze zada nam dodatkowych parę pytań i powie „ale”!
men... and...women... :)